wtorek, 27 listopada 2012

Co różni obligacje korporacyjne od asset management


Niedawno omawialiśmy różnicę między lokatami będącymi głównym produktem omawianym na Finansach po godzinach a obligacjami korporacyjnymi, które przeważają tutaj. Przy założeniu, że kupujemy obligacje na rynku pierwotnym oraz czekaniem z nimi do końca trwania różnicy praktycznie nie ma. Szerzej o tym w artykule Obligacje dla początkujących.

Różnica sprowadza się praktycznie do faktu, że obligacje są jakby następnym etapem w hierarchii inwestowania po lokatach. Wymagany jest tylko nieco większy kapitał i mała akceptacja ryzyka ale w zamian otrzymujemy wyższą stopę zwrotu czyli mówiąc po ludzku lepsze oprocentowanie.

Co ciekawe podobne podobieństwo cechuje asset management oraz fundusze inwestycyjne. Te usługi  finansowe też są poruszane od czasu do czasu na obu blogach, ale nigdy dotąd nie zestawialiśmy ich razem. Czas przyjrzeć się co je różni.


Fundusze inwestycyjne są na rynku od dawna i można je porównać do lokat w tym względzie, iż są oferowane dla masowego klienta. Oba produkty mają bardzo niski próg wejściowy oscylujący w granicach najczęściej od 100 zł do 1000 zł czyli praktycznie dla każdego.

Asset management w takim układzie można przyrównać do obligacji korporacyjnych. Tutaj próg wejścia jest o wiele wyższy i waha się od 40 tys w Money Makers do aż 5 milionów zł (sic) które za tę usługę żąda sobie dziadek Noble ale u niego wszystko jest wielokrotnie droższe niż gdziekolwiek indziej.

Minimalna kwota 5 milionów Źródło: noble bank


Dlaczego powyższa  usługa, która praktycznie nie gwarantuje nam zysków za tak potężny wkład, jest tak droga? Portfele inwestycyjne tworzone przez asset management są przecież podobne do portfeli funduszy. W obu przypadkach mamy całą gamę strategii od w miarę bezpiecznych po agresywne.

Różnica polega na tym, że fundusz stawia nam warunki zawarte w umowie i koniec. Musimy się z nimi bezwarunkowo zgodzić albo nie podpisywać umowy. Jedyny wybór jaki ma klient sprowadza się do wskazania funduszu i jego strategii. I oczywiście zgoda na płacenie za wszystkie wzloty i upadki funduszu.

Jedyne co inwestor decydujący się na fundusze może zrobić to biernie obserwować wydarzenia. Nie wiadomo jakie transakcje przeprowadzają zarządzający i co ich do tego skłoniło. Wyniki dopiero weryfikują ich politykę i pokazują czy decyzje zarządzających były słuszne czy nie. Co więcej rachunek jest wspólny dla wielu inwestorów.

Asset management rzekomo tak rygorystycznych warunków nie stawia. Każdy klient ma swój rachunek z historią transakcji, bieżącym stanem oraz swoimi aktywami. Ponadto może zasięgnąć poradę u swojego konsultanta przez telefon czy videorozmowę.

Obok różnic w obsłudze klienta czyli masowości (fundusz) oraz indywidualności (AM) istnieją także różnice w skali działalności. Fundusz dysponuje ogromnymi środkami liczonymi w milionach i miliardach złotych, których drastyczne zmiany mogą powodować małe zawirowania na rynku. Wystarczy zajrzeć do artykułu Fundusz Idea Premium blokuje wypłaty panikującym inwestorom.

Z drugiej strony asset management dysponuje 'tylko' dziesiątkami tysięcy lub milionami złotych. Pozwala to na większą elastyczność oraz łatwość w zarządzaniu. Opłaty też są rzekomo niższe ale nie czarujmy się. Kto nie wie ile wynoszą niech zajrzy do artykulu Ile kosztuje zarządzanie portfelem inwestycyjnym.

Podsumowując powyższe porównanie można dojść do wniosku, że asset management jest teoretycznie ofertą o wiele ciekawszą niż fundusz, stąd tyle miejsca tutaj mu poświęcam począwszy od artykułu Asset management czyli jak obrabować bogatych

Do funduszy zniechęciłem się już dawno. Do asset management przekonać się jakoś też jest trudno. Oferuje co prawda bardziej zindywidualizowane podejście ALE jednak pobiera opłaty, tym wyższe im niższa kwota na wejściu. I nie gwarantuje niczego nawet zwrotu na poziomie inflacji, którą na lokatach zawsze można pobić.

A więc para fundusz oraz dalszy etap asset management wciąż pozostają tylko ciekawostką dla lubiących zadania zamknięte. Z drugiej strony para lokaty oraz dalszy etap obligacje korporacyjne wciąż pozostają ciekawszą opcją dla lubiących zadania otwarte. W pierwszym przypadku Carpe Diem może zmienić się w Mea Culpa w drugim Omnia mea mecum porto pozostanie w Panta rei.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza